Stres przed egzaminami jest naturalnym zjawiskiem. Dotyka on osób przygotowanych i nieprzygotowanych, uczących się regularnie i zarywających kilka nocy przed terminem testu. Warto wiedzieć jednak, że istnieją dwa rodzaje stresu, które znacznie się od siebie różnią i mają różne skutki. Chodzi o dystres i eustres. Warto nauczyć się je rozróżniać, by być świadomym, że stres nie zawsze bywa zły i niekoniecznie trzeba z nim walczyć.
Dystres
Dystres to pierwszy rodzaj stresu. Najczęściej jest długotrwały. Można go odczuwać, na przykład przygotowując się do matury, albo raczej czując, że zbyt mało robimy w tym kierunku. Trwać on może całe miesiące, paraliżuje nasze działania, wpływa na jakość snu, sposób odżywiania się i odporność organizmu. Zazwyczaj stres ten rodzi się z nadmiernego myślenia i braku konkretnych czynów. Choć jest dla nas utrudnieniem życia, to rzadko coś z nim robimy.
Eustres
Drugi rodzaj stresu to ten, który dotyka nas na przykład w liceum dla dorosłych (https://www.lod.krakow.pl/) przed egzaminem. Jest motywacją, krótkotrwałym uczuciem, które „spina” nasze siły w tym jednym momencie i każde dać z siebie wszystko. Bez niego człowiek nie byłby w stanie wykorzystać całego swojego potencjału. Eustres sprawia, że cała wiedza, którą zdobyliśmy, jest jakby „z przodu naszej głowy”, skupiamy się na niej i to daje dobre efekty. Ten rodzaj stresu jest więc pozytywny, dlatego nie warto z nim walczyć. Warto zauważyć, kiedy się pojawia i docenić to uczucie i je zaakceptować. Biologicznie stresu doświadcza każdy organizm żywy i w wielu sytuacjach ratuje on życie, jeśli jest krótkotrwałym impulsem, a nie trwającym długo bodźcem, który subtelnie podtruwa.
Brak stresu?
Całkowity brak stresu nie jest dobry. Jeśli do życia (albo chociażby do nauki przed egzaminem) podchodzimy ze zbytnim luzem, może się to nie skończyć dobrze. Brak stresu powoduje znudzenie, a to z kolei blokuje nasze aktywności. Wydawałoby się, że człowiek, który odczuwa nudę, będzie szukał sobie ciekawego zajęcia. Jednak to tak nie działa. Często nuda rodzi rozleniwienie, trudno jest ją pokonać, bo pojawia się obok niej również apatia i irytacja. Te emocje blokują możliwość znalezienia w sobie motywacji i jakiegoś zadania, które „ma sens”. Warto więc stymulować swój mózg. Dawać sobie ograniczenia, gdy odczuwamy chwilowy brak stresu. Postanówmy, że 15 minut dziennie poświęcimy na naukę nowego języka. Dyscyplina się przyda, da potrzebny impuls, lekki stresor będzie na nas oddziaływał.

